Sport

Stanisław Szydłowski: Jeżdżąc na mecze do Limanowej, czy Wieliczki czuję się jak ubogi krewny

fot. Patryk Salamon

Ze Stanisławem Szydłowskim prezesem BKS rozmawia Małgorzata Więcek-Cebula

Coś nie wiedzie się ostatnio  piłkarzom BKS. Kolejny mecz i przegrana…

Jeżeli spojrzeć tylko na wyniki drużyny seniorów, to faktycznie. Ale nie możemy zapomnieć o innych naszych zespołach. Dobrze prezentują się juniorzy starsi grający Małopolskiej Lidze Juniorów, a młodsi są liderem w rozgrywkach I Ligi Okręgowej. Zgadzam się, ostatnie spotkania nie wypadły, ale pamiętajmy, że mamy, w lidze, jeden z najmłodszych zespołów. I co warto podkreślić, w większości to nasi wychowankowie. Proszę uwierzyć, że wyniki sportowe, to ostatnia rzecz, która spędza mi „sen z powiek”.

To co w takim razie  sprawia, że nie może pan spać?

Mówiąc krótko baza. Borykamy się z problemami lokalowymi, ale także związanymi z brakiem odpowiednich boisk, na których nasi piłkarze mogliby trenować i rozgrywać mecze.

Przecież w Bochni jest boisko przy Parkowej i drugie w Chodenicach?

Owszem mamy obecnie do dyspozycji  dwa boiska, ale ich stan nie jest najlepszy. Trenuje na nich 250 piłkarzy, zrzeszonych w naszych drużynach i sekcjach MOSiR. W sumie to 10 zespołów, które w tygodniu rozgrywają swoje mecze ligowe i trenują. Jest to z jednej strony powód do dumy, ale z drugiej olbrzymi kłopot logistyczny. Poza tym boiska sportowe mają swoją wyporność i choćby nie wiem jak je przygotowywać, to przy tej ilości drużyn, ciężko utrzymać je w dobrym stanie.

Co wobec tego?

Sprawa nie jest prosta. Od kilku lat w Bochni mamy prawdziwy boom na uprawianie sportu. Piłkarze, biegacze, koszykarki, ręczni, długo by wymieniać. I trzeba się z tego cieszyć, bo sport to naprawdę świetna alternatywa dla dzieci i młodzieży. Kapitał ludzki, którego nie da się przecenić. A proszę mi uwierzyć wynajęcie sali sportowej zimą, czy znalezienie miejsca do trenowania latem graniczy z cudem.

Trzeba więc wybudować nowe boisko…     

Rok temu, zaraz na początku kadencji, zamówiłem koncepcję budowy ośrodka sportowego w Chodenicach, z której  mogliby korzystać nie tylko sportowcy, ale i mieszkańcy Bochni. Pomysł zaprezentowałem komisji oświaty i sportu Rady Miejskiej w Bochni. Wszyscy byli zachwyceni. Od tamtej pory minął rok i nic się nie zmieniło. Temat przepadł.

Chciał pan, aby miasto wzięło na siebie realizację tego zadania?

Miasto tak, ale nie w pojedynkę. Wystarczy popatrzeć na doświadczenia Wieliczki, Limanowej, Gdowa czy Niepołomic. Tam się dało, dlaczego u nas miałoby się nie udać? W ostatnich dwóch latach Ministerstwo Sportu pomaga w realizacji tego rodzaju inwestycji. Co jakiś czas ogłasza się konkursy, w których tego rodzaju inicjatywy mogą liczyć na dofinansowanie. Przykładowo ostatnio gmina Bochnia otrzymała blisko 4,5 mln złotych, na dofinasowanie budowy hali sportowej.

Co w Bochni jest najpilniejsze?   

 Najprostsza i najmniej kosztowna jest budowa pełnowymiarowego boiska ze sztuczną nawierzchnią w Chodenicach, na którym piłkarze mogliby trenować, a młodzież się szkolić. Tak dzieje się w Wieliczce, Krakowie i Limanowej. Z czasem można by ośrodek rozwijać o kolejne elementy, z których korzystać mogliby wszyscy, np. korty, boiska do siatkówki, czy koszyków, a nawet basen. Jeżdżąc na mecze do Limanowej czy Wieliczki czuję się czasami jak ubogi krewny.

Jak to, przecież BKS otrzymuje dotację z UM w Bochni…

Tak i jesteśmy bardzo wdzięczni, bo bez wkładu miasta klub nie byłby w stanie funkcjonować. Kwota 150 tys. na rok, dla niektórych jest kwotą zawrotną. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że same przejazdy zawodników na zawody pochłaniają nam 20 proc. tej kwoty, a to tylko tzw. drobne wydatki, to pokazuję to skalę problemu. Do tego dochodzą przeróżne koszty, które dają sumę wykraczającą poza kwotę dotacji. Dobrze, że mamy sponsorów, którzy nam pomagają, bo to dzięki nim jesteśmy w stanie spiąć budżet, pozwalający na utrzymanie drużyny w warunkach IV-ligowego futbolu.

Nie ma szans na większe pieniądze z samorządu?

To pytanie zadajemy co roku, ale jak pokazuje praktyka, chyba nie. To boli, zwłaszcza gdy zestawimy to, co mamy, z tym, co mają koledzy we wspomnianych miastach, a czasami i wsiach.

Może warto postarać się o pieniądze z jakiegoś naboru zewnętrznego?

Pewnie, że warto, ale tutaj piłka jest po stronie instytucji miejskich. Większość programów dotyczących infrastruktury skierowana jest do samorządu bądź instytucji samorządowych. My, jako BKS nie posiadamy swoich nieruchomości, nie jesteśmy nawet zarządcą infrastruktury. Granty, które pozyskujemy przeznaczamy na sprzęt lub organizację turniejów piłkarskich dla dzieci. Co do dotacji, to przykładów zaangażowania samorządów w pozyskiwanie środków, mamy w najbliższej okolicy wiele.
W naszej sytuacji konsekwentnie skupiamy się na rozwoju szkolenia w klubie. Grupy juniorskie mają zapewnianą profesjonalną opiekę 4 trenerów. Rozwijamy również nasz model wyszkolenia, tak aby nie powtórzyła się sytuacja, w której bocheńscy wychowankowie przechodzą do klubów z Limanowej i Niepołomic. Staramy się również budować płaszczyznę zaufania i współpracy z różnymi środowiskami z Bochni. Jak nigdy dotąd, budujemy poczucie tożsamości młodych adeptów piłki z Bochnią i klubem. I tutaj na szczęście nasze zaangażowanie i motywacja do pracy nie jest uzależniona od kwestii finansowych.

Stanisław Szydłowski prezes BKS. Ma 57 lat. Bochnianin, wielki pasjonat piłki nożnej. Gra od dziecka. Z BKS związany jest od 1973 roku. Przeszedł wszystkie szczeble piłkarskiej kariery. Grał w Bochni, Rzezawiance, a także w klubie Żubr Gawłówek. 12 lat był trenerem. Od 1993-94 pełnił funkcję wiceprezesa BKS. Prezesem BKS jest od ubiegłego roku. Prywatnie przedsiębiorca w branży deweloperskiej. Z zamiłowaniem podróżuje po największych piłkarskich klubach Europy i podgląda dobre wzorce, które chciałby zaszczepić w BKS.

Kliknij i dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Góra