Wydarzenia

Borzęcin. Trzeci dzień trwają poszukiwania Grażyny Kuliszewskiej. Nadal nic nie wiadomo!

Od poniedziałku policjanci i strażacy szukają 34-letniej mieszkanki Borzęcina. Kobieta zaginęła w nocy z czwartku na piątek. Miała lecieć do Londynu, gdzie mieszka z mężem i pięcioletnim synem, wiadomo jednak, że tam nie dotarła.

W całej tej historii jest mnóstwo niejasności. Policja,  prowadzi poszukiwania kobiety od poniedziałku, ponieważ dopiero wtedy jej zaginięcie oficjalnie zostało zgłoszone w KPP w Brzesku. Funkcjonariuszy zawiadomił kuzyn męża pani Grażyny.

– Bierzemy pod uwagę trzy wersje. Pierwsza to, że kobieta dobrowolnie zerwała kontakt z rodziną, druga: że uległa nieszczęśliwemu wypadkowi i trzecia, że padła ofiara przestępstwa – mówi st. asp. Ewelina Buda rzeczniczka prasowa KPP w Brzesku.

34-latka – według relacji jej siostry Marioli Wróbel – przyleciała  do Polski w czwartek. Kilkanaście dni wcześniej z Londynu samochodem przyjechał  mąż pani Grażyny z 5-letnim synem. Małżonkowie mieli do załatwienia jakieś sprawy u notariusza. Siostry słyszały się ostatni raz w czwartek wieczorem. Od tamtej pory telefon pani Grażyny milczy. Kobieta na odpowiada też na SMS-y.

34-latka miała do Londynu wrócić w piątek po południu. Tego dnia, ale w nocy wracał tam też jej mąż z synem. Oni jednak pojechali samochodem. Gdy mąż wyjeżdżał z Borzęcina pani Grażyny w domu już nie było.

Brzeska policja, która prowadzi w tej sprawie postępowanie, ze względu na jego dobro, nie chce udzielać żadnych informacji.

ZOBACZ TAKŻE:

Borzęcin. Miała lecieć do Londynu, ślad po niej zaginął

 

 

 

 

Kliknij i dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.