Nie ma jak... gotować!

Rumpuć: to nie jest skomplikowane danie, ale wymaga cierpliwości

Fot. Wojtek Salamon

Co powstanie, jeśli na jednej patelni usmażymy na maśle biały ser i jajka, doprawimy to solą, pieprzem, a na koniec jeszcze dodamy szczypiorek?

– To rumpuć, danie, które w dzieciństwie przygotowywał dla mnie i mojego brata nasz ojciec – mówi Ryszard Piekarczyk, były road menadżer grupy TSA, a od 20 lat grafik komputerowy.
Ryszard to także człowiek mocno zaangażowany w pomoc osobom niepełnosprawnym, chorym dzieciom i bezdomnym zwierzętom.

Do wspólnego gotowania zaprosił syna Ryszarda juniora, właściciela „Kulturalnej Bochni”.
Na przygotowanie tej rodzinnej potrawy Piekarczyków umawiamy się w zaprzyjaźnionej Restauracji „K&W Sąsiedzka”.

– To nie jest skomplikowane danie, ale wymaga wiele cierpliwości – mówi Ryszard senior
I przywołuje takie oto wspomnienie. Gniezno. Lata „sześćdziesiąte” ubiegłego wieku. Niewielkie mieszkanie w bloku. Przy stole siedzi Rysiek, jego  siostra Małgorzata i  brat Marek. Po kuchni krząta się ich tata.
– Tak to właśnie wyglądało. My siedzieliśmy, a tata długo przygotowywał nam rumpuć. Bardzo lubiliśmy to danie. Proste i smaczne – mówi Ryszard.

Teraz on gotuje. Robi to bardzo często, dzieląc się obowiązkami ze swoją partnerką Terenią.
– Najpierw roztapiamy na patelni masło, do tego dodajemy ser i smażymy. To musi trochę potrwać, bo gotowanie to sztuka cierpliwości – dodaje Ryszard.

Gdy ser pięknie się wytopi, ale nie przypali, dodajemy do tego jajka. Smażymy dalej, przez cały czas mieszając. Na sam koniec wsypujemy pokrojony szczypiorek. Potrawa jest gotowa.
Aby smakowała, do jej przygotowania musimy użyć dobrych produktów. Ser musi być wiejski, podobnie jak jajka – najlepiej od kur z wolnego wybiegu.

Ryszard ze zdobyciem tych produktów nie ma problemów. 10 lat temu osiedlił się w Świniarach, w gminie Drwinia. Z mieszkania na czwartym piętrze bloku, przeniósł się do domu otoczonego łąkami, lasem położonego w pobliżu Wisły.

-Znajomi i rodzina żartowali, że nie wytrzymam, a ja się tu odnalazłem. Pracuję w domu, projektując głównie opakowania na kosmetyki. Rano idę na spacer z psem, rąbię drwa, uprawiam warzywa. Teraz wiem, że żyję – podkreśla, choć, aby dostać się do miasta, na przystanek musi iść 20 minut.

Ryszard przez cały czas aktywnie wspiera też wszelkie akcje charytatywne. W tej chwili przygotowuje plakat na kolejną już kawiarenkę dla bliźniaczek Ali i Hani. Impreza odbędzie się 10 grudnia w SP nr 1 w Bochni.
W styczniu z kolei, także w „Sąsiedzkiej” organizuje razem z synem wspólne urodziny. To już kolejna tego typu impreza. Wyjątkowa, bo każdy gość zamiast prezentu przynosi karmę dla zwierząt.

Kliknij i dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Góra