Fot. MOSiR Bochnia
Zgodnie z zapowiedziami, starcie 4. kolejki II ligi mężczyzn w Przemyślu zapowiadało się jako niezwykle trudne i wymagające wyzwanie dla szczypiornistów MOSiR-u Bochnia. Gospodarze, którzy nie ukrywają swoich ambitnych planów szybkiego powrotu do I Ligi, chcieli uczynić ze swojej hali twierdzę.
Początek spotkania udowodnił, że bocheńska ekipa nie bez powodu jechała na Podkarpacie z wiarą w korzystny rezultat. Goście realizowali przedmeczowe założenia taktyczne grając uważnie w obronie i zachowując zimną krew w wykończeniu akcji. Potrafili narzucić gospodarzom swoje warunki. Wynik do przerwy wskazywał 16:14 na korzyść MOSiR-u Bochnia. To sprawiło, że w szatni gości można było z optymizmem patrzeć na drugą odsłonę meczu.
Niestety, druga część spotkania przyniosła całkowitą metamorfozę zespołu z Przemyśla. Gospodarze wrócili na parkiet z ogromną determinacją, szczelnie zamykając dostęp do własnej bramki i bezlitośnie wykorzystując błędy oraz straty bocheńskiej drużyny. Przemyski zespół ruszył do przodu, a szybkie kontrataki i gorący doping miejscowej publiczności zrobiły swoje.
MOSiR, który przez pierwsze 30 minut kontrolował grę i prowadził, w drugiej połowie stracił kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wyraźnym zwycięstwem drużyny SRS Auto-Moto-Fan Przemyśl wynikiem 36:25.
Bocheńscy szczypiorniści po raz kolejny pokazali fragmentami bardzo dobrą grę, udowadniając, że potrafią postawić się wyżej notowanym rywalom. Mecz w Przemyślu pokazał jednak, jak kluczowe w starciach z faworytami jest utrzymanie równego rytmu przez pełne spotkanie oraz ograniczenie własnych strat. Gospodarze w drugiej połowie bezwzględnie wykorzystali swoje atuty, zasłużenie zgarniając komplet punktów.
Patryk Kmiecik






































