
Fot. Contimax MOSIR Bochnia
Zamiast obiecanej twierdzy i marszu po fotel lidera, bocheńscy kibice przeżyli bolesny zimny prysznic. Niedzielny wieczór w hali przy ulicy Poniatowskiego miał być pokazem siły miejscowego Contimax MOSiR Bochnia, a zamienił się w podręcznikową lekcję koszykówki zaprezentowaną przez Eneę AZS Politechnikę Poznań. Porażka 77:86 boli tym bardziej, że zawodniczki z Bochni miały ten mecz na wyciągnięcie ręki, by ostatecznie oddać inicjatywę bezwzględnie usposobionym rywalkom.
Początek spotkania w niczym nie zapowiadał końcowego rezultatu. Bochnianki weszły w mecz z niesamowitą energią, natychmiast narzucając przyjezdnym swoje tempo. Zdominowana pierwsza kwarta, wygrana 27:20, oraz imponujący zryw w drugiej odsłonie wypracowały miejscowym aż 13-punktową zaliczkę. Trybuny szalały, a gra była płynna przez większość spotkania. Sygnałem ostrzegawczym był jednak zryw poznanianek tuż przed przerwą. Zdołały one podgonić wynik i na przerwę obie drużyny schodziły przy stanie 48:44 dla Bochni.
Prawdziwy dramat gospodyń rozegrał się w trzeciej kwarcie, która okazała się taktycznym i strzeleckim paraliżem Contimaxu. Zamiast podkręcić tempo, bocheńska machina zacięła się na dobre. Zaledwie 11 wywalczonych punktów w ciągu dziesięciu minut przy 20 oczkach rywalek wywróciło wynik do góry nogami – 59:64. Największą zmorą miejscowych była katastrofalna skuteczność zza łuku. Piłka raz po raz wykręcała się z kosza, a marne 5 trafień na 32 oddane próby z dystansu, zaledwie 15,6% okazało się wręcz wyrokiem.
W finale emocji poznanianki chłodno kontrolowały wydarzenia, utrzymując bezpieczny dystans i nie pozwalając Bochni na decydujący zryw. Niewątpliwą katarką bocheńskiej obrony okazała się Feyonda Fitzgerald. Amerykańska rozgrywająca zaprezentowała koszykówkę z najwyższej klasy, aplikując gospodyniom aż 35 punktów, w tym bezbłędnie wymuszając faule i trafiając 13 z 15 rzutów wolnych. Dzielnie współpracowała z nią Anna Jakubiuk, dorzucając 17 punktów. Po stronie Contimaxu najwięcej z gry wyciągnęła Laura Stockton (19 punktów), wspierana przez Anayę Peoples (14 punktów, 7 zbiórek) oraz Britney Jones (13 punktów), jednak ich wysiłki niewiele zmieniły. Bliska double-double była także Jastina Kosalewicz (9 punktów i 8 zbiórek).
W tym trudnym wieczorze kibice dostali jednak jeden potężny promień nadziei. Po wielomiesięcznym rozbracie z koszykówką wywołanym kontuzją, na parkiet powróciła Daria Dubniuk. Ukraińska zawodniczka zameldowała się w grze na ponad 18 minut. Choć brakowało jej jeszcze meczowego czucia i skuteczności, jej obecność natychmiast wprowadziła spokój na rozegraniu. Dubniuk zapisała na swoim koncie 6 punktów, 4 zbiórki i asystę, ale co najciekawsze, okazała się jedyną koszykarką Bochni, która zakończyła to starcie z dodatnim bilansem.
Trzecia wygrana z rzędu wywieziona z Bochni przez ekipę z Poznania stawia Contimax w sytuacji, gdzie z bilansem 5-2 trzeba jak najszybciej przeanalizować popełnione błędy. Przewaga topnieje w oczach, a PGE Basket Liga Kobiet po raz kolejny pokazuje, że za chwile dekoncentracji płaci się najwyższą cenę.



































