Sport

PIŁKA RĘCZNA: Z piekła do nieba! Bocheński MOSiR w wielkim stylu rozbił rywali na własnym parkiecie

fot. Fot: MOSIR Bochnia

Po serii setek kilometrów spędzonych w autokarach i trudnych lekcjach na obcych parkietach, szczypiorniści MOSiR-u Bochnia wreszcie wrócili do domu. Sobotnie starcie z MKS WiRy Siódemką Mysłowice miało wagę ciężką. W ligowej tabeli obie drużyny dzieliły dokładnie taką samą liczbę punktów i identyczny bilans. To był mecz o wszystko, który na długo zapadnie w pamięć kibiców zgromadzonych w hali Widowisko-Sportowej w Bochni. Bohaterem spotkania został Bartosz Kołodziej, który w tym spotkaniu zdobył aż 18 bramek!

Ostatnie tygodnie nie oszczędzały bocheńskich szczypiornistów. Trzy kolejne wyjazdy, gra pod presją obcej publiczności i bolesna lekcja pokory w Przemyślu, gdzie górą okazał się niezwykle mocny zespół SRS Auto-Moto-Fan, dały się we znaki. Porażka ta była jednak tylko przystankiem na drodze do odbudowy. Gospodarze wracali na własny parkiet z jednym celem: udowodnić swoją wartość przed własną publicznością, której głośny doping miał być dodatkowym zastrzykiem energii.

Gdy zabrzmiał pierwszy gwizdek, bocheńscy szczypiorniści ruszyli do odważnych ataków, niesieni falą dopingu z trybun. Z każdą minutą gospodarze przejmowali boiskową inicjatywę, narzucając rywalom z Mysłowic własne warunki gry. Skuteczne akcje w ofensywie i szczelna obrona sprawiły, że przewaga MOSiR-u rosła z akcji na akcję. Kiedy sędzia zagwizdał, aby zaprosić zawodników na przerwę, tablica wyników wskazywała wyraźne 21:15 dla gospodarzy. W szatni bocheńskiej drużyny panował zasłużony optymizm, choć doświadczeni gracze wiedzieli, że mecz trwa pełne 60 minut.

Druga odsłona rozpoczęła się jednak od scen, których nikt w bocheńskim obozie nie potrafił do końca wytłumaczyć. Po zmianie stron gospodarze nie potrafili się odnaleźć.

Mysłowiczanie ruszyli do pogoni za wynikiem, wykorzystując każdą stratę i dekoncentrację w szeregach MOSiR-u. Minuty mijały, a gospodarze pierwszą bramkę po przerwie zdobyli dopiero po upływie dziesięciu minut. Impas gości z Mysłowic przyniósł efekt w postaci błyskawicznego odrobienia strat. Na tablicy widniał już remis 22:22. W hali zapanowała cisza, a w powietrzu dało się wyczuć zapach nadciągającej sensacji.

Zamiast załamania, na parkiecie rozpoczęła się bezkompromisowa gra. Obie drużyny poszły na wymianę ciosów, a bramki padały jedna po drugiej w szaleńczym tempie. Kluczowy okazał się jednak charakter, stalowe nerwy i przygotowanie fizyczne bocheńskiej ekipy.

Gdy ważyły się losy spotkania, to podopieczni MOSiR-u zachowali zimną krew w decydujących fragmentach. Ostatnie minuty należały absolutnie do gospodarzy, którzy odjechali rywalom, pieczętując wspaniałe widowisko gradem bramek. Kiedy rozbrzmiał końcowy gwizdek, na tablicy widniał hokejowy, ale jakże efektowny wynik: 40:32 dla MOSiR-u Bochnia!

Serdecznie gratulujemy efektownego zwycięstwa!

Kliknij i dodaj komentarz
Góra