- REKLAMA -
- REKLAMA -
Wydarzenia

Bochnia. Dziś pogrzeb Stanisława Kobieli prezesa ”Stowarzyszenia Bochniaków”

stanislaw kobiela
Fot. Wojtek Salamon
- REKLAMA -

Jeszcze kilka dni temu Justyna Tarczydło, córka Stanisława Kobieli żartowała do niego. – Tatuś wracaj szybko do domu, czeka na ciebie przecież fortepian. Brakowało jej tych codziennych koncertów. Pan Stanisław ze szpitala miał wyjść w najbliższych dniach. Operacja, którą przeszedł udała się. Niespodziewanie jednak podczas spaceru stracił przytomność. I już jej niestety nie odzyskał. Zmarł w czwartek w samo południe. Pogrzeb odbędzie się dziś o godz. 12 w Bazylice św. Mikołaja w Bochni.

Rodowity Bochnianin, absolwent miejscowego  I LO i wydziału prawa na UJ w Krakowie, prezes Stowarzyszenia Bochniaków i Miłośników Ziemi Bocheńskiej,  założyciel i redaktor naczelny „Wiadomości Bocheńskich”, ale też radca prawny Kopalni Soli w Bochni,  Nadleśnictwa Brzesko i Nadleśnictwa Gromnik był dla wielu statecznym, poważnym panem. Mało kto wie, że za tą  oficjalną postawą krył się jednak człowiek niezwykle wesoły posiadający wiele zainteresowań i tyleż samo pasji.

Codzienne koncerty

Muzyka była niewątpliwie największą z nich. Każdy dzień zaczynał i kończył przy fortepianie. To go odprężało. Grywał różne utwory, ostatnio jednak z zamiłowaniem muzykę filmową. Gromadził nuty. Miał je dokładnie skatalogowane: muzyka rosyjska, skandynawska, filmowa… Podczas każdej wizyty w Krakowie musiał zahaczyć o księgarnię muzyczną.

W ubiegłym roku spełnił swoje wielkie marzenie, kupując nowoczesny fortepian elektroniczny. Instrument otworzył przed nim nowe możliwości. Był też jednak nie lada wyzwaniem. Pan Stanisław jednak nie bał się nowinek technicznych.

Był postępowym człowiekiem. Miał swoje konto na FB, aktywnie korzystał z poczty elektronicznej, korespondował z ludźmi z całego świata, bez problemu posługując się językiem angielskim
Chętnie i dużo czytał. I nie tylko prawnicze publikacje. Kochał historyczne książki z okresu II wojny światowej, ale także kryminalne zagadki. Przez wiele lat prenumerował „Przekrój”.

Zamiłowanie do wędrówek i tańca

Jego wielką pasją były także górskie wycieczki. Kilka razy przeszedł „Orlą Perć”, bywał w Bieszczadach i Beskidach. Miłością do gór zaraził go bp. Jan Pietraszko opiekun grupy studentów przy kościele św. Anny w Krakowie. Razem z PTTK przeszedł wiele rajdów. Z każdego z nich przywoził zdjęcia. W domu miał nawet własną ciemnię fotograficzną.

Mało kto wie, że Stanisław Kobiela był także bardzo rozrywkowym człowiekiem. W Stowarzyszeniu Bochniaków i Miłośników Ziemi Bocheńskiej, którym kierował, organizował zabawy sylwestrowe, i tematyczne bale. Świetnie też tańczył. Miał bardzo dużo poczucie humoru. Nigdy się nie denerwował, nie wybuchał. Do każdej sytuacji podchodził ze spokojem.
– Zawsze mi powtarzał, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że zawsze jest jakieś rozwiązanie problemu – mówi Justyna Tarczydło.
Był także idealnym dziadkiem, takim co, jak zabiera na lody, to kupuje od razu po pięć gałek, ale też pomagał, gdy trzeba przygotować do szkoły jakiś referat.

Niedokończony projekt

Dużo pracował, spał niewiele. Szkoda mu było czasu na sen. Wolał czytać, grać lub pisać. Zostawił po sobie mnóstwo artykułów. Przed operacją przygotowywał też wystawę w Domu Bochniaków. Projektu nie dokończył.

Był przy tym wszystkim niezwykle skromnym człowiekiem. Nie zabiegał o względy i uznanie. Kilka lat temu podczas spaceru po bocheńskim cmentarzu, ktoś zapytał, co chciałby, aby znalazło się na jego tablicy nagrobnej. Stanisław Kobiela, radca prawny – odparł. Tyle wystarczy.

Kliknij i dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Góra